środa, 27 czerwca 2012

Pozdro i ello


Dzień dzisiejszy zaczęliśmy apelem o godzinie 07.30, jednak niektórym obudzenie się sprawiło niemały trud, jako, że wczorajsze ognisko skończyło się długo po godzinie policyjnej.  Poprzedniego  dnia nasi sternicy nie omieszkali nas nastraszyć  pogodą przewidywaną na dzisiaj. Miało wiać bardziej niż do tej pory, a do tego lać. Planowo mieliśmy spędzić cały dzień na pokładzie w… Kapoczkach!
 Nie wszystkich zachwycała ta perspektywa, więc gdy po przebudzeniu nie ujrzeliśmy wichury, a lekki wiaterek, zapanowało ogólne rozprężenie. Oczywiście nasi  Sternicy nie mogliby nam pozwolić długo zachować błogiego nastroju i musieli nas poinformować, że nie wieje, bo jesteśmy w kanałach, a jak wypłyniemy to będzie gorzej.  No i… było gorzej.  Chociaż przechyły nie były większe niż wczoraj i okazało się,  że nie musimy zakładać kapoków dopóki byliśmy pod pokładem, wiatr zrobił swoje.  Mianowicie na pokładzie AGI, czyli łajby załogi 3, wiatr złamał maszt, choć pojawiły się wątpliwości, czy ktoś mu troszkę nie pomógł.  
Wobec tego faktu zawinęliśmy do portu o godzinie 13.30. Musieliśmy wykrzesać z serc trochę samarytańskiej miłości przyjmując do siebie na obiad załogi dwóch jachtów – AGI, oraz drugiego, którym sternicy popłynęli na ratunek. Jednak pomimo tego, że było dość tłoczno, było weselej niż zwykle. Choć może nie ludziom, którzy musieli potem zmywać.  Zostały poczynione ustalenia, że ostatniego dnia nie będziemy wypływać na jezioro, a następnie stawiliśmy się na apel.  Jednak ten trwał krótko z powodu deszczu, a dokładniej tyle, ile zabiera ustalenie, kiedy idziemy do Biedronki. Po powrocie ze sklepu mieliśmy dość dużo czasu na ogarnięcie się, aż do godziny 23.00, kiedy to mamy się stawić na podsumowanie wyjazdu, czyli – co się podobało, co nie, i jak to nikt nic nie pamięta.   
W związku z tym dalsze update’y będziemy zapodawać jutro. 

Pozdro i ello.

Załoga 6