piątek, 1 czerwca 2012

Stanley TEAM


 Choć o nas nie słychać -  ŻYJEMY. Co tu dużo mówić pływamy najszybciej  więc  nawet nie mają okazji nas sfilmować ;(.  Pierwsza nocka na wpół dziko w Bogaczewie. Do 2 w nocy słychać było szanty nad ogniskiem wartowników, momentami grane na 3 gitary.   Załoga nie wyspana , ale chwilę po 9 trzeba odbić. I tak wypłynęliśmy. Szmaty na górę. Wrażeń sobie nie szczędziliśmy i przechyły zrobiliśmy.  Stanley już wybierał się po kapok, ale na naszej łodzi nie ma miejsca na strach więc musiał wyluzować, żeby nie trafić na karnego jeżyka. ;) Szybko pocisnęliśmy przez Jagodne i zaraz żagle w dół, składamy maszt, silnik, maszt w górę, szmaty na górę i tak w kółko.  Przerwa między kanałami na myćku i obiadek i od nowa, maszt w dół, silnik i kolejne kanały. Przerażeni kolejnymi prognozami dopłynęliśmy do Mikołajek i tak siedzimy wczoraj i gramy w „blefa”. Jest 13, a to ciągle ta sama kolejka. Przerywamy tylko na kolejne dawki herbatki.

Ponieważ wszyscy nadal jesteśmy dziećmi  to WYŚMIENITEJ POGODY  młodzi  żeglarze ! 

Stanley TEAM