poniedziałek, 25 czerwca 2012

Waćpaństwo i kapoczki..........


Ten, że tekst szanty znanej wszystkim bywalcom jezior i mórz idealnie oddaje ducha dzisiejszego dnia.  Zaraz po przebudzeniu się niektórzy wpadli w lekką  panikę mając wrażenie, że są na środku jeziora. Uczucie to spowodowane było wiatrem, który nasz doświadczony sternik ocenił na 5 w skali Beauforta. Sztorm po prostu.  Oczywiście zaraz po tym jak wypłynęliśmy z Rynu i ustaliliśmy cel docelowy ;P naszej podróży, wiatr osłabł ( ot, szczęście ), jednak dalej budził przerażenie u niektórych członków załogi.  W końcu okiełznaliśmy wicher i rozsmakowaliśmy się w przechyłach, doprowadzając do strachu pozostałych załogantów do tej pory zachowujących spokój. 

Niektóre z nich (przechyłów) naruszały nawet wewnętrzną równowagę naszego Sternika o.0 Tak puszczając i naciągając liny spędziliśmy cały dzień i w końcu dopłynęliśmy do portu w Zielonym Gaju. Po zapoznaniu się z miejscem, udaliśmy się na apel. Tam czekała na nas niespodzianka, a mianowicie- nie czekali na nas Sternicy. Bowiem nasze Waćpaństwo zajęte było ucinaniem sobie przemiłej pogawędki na jednym z jachtów. Jedynym punktualnym przedstawicielem załogi okazał się Sor Stanley. Spóźnienie reszty zaowocowało karą, jak żeby inaczej – dla nas.

 Mianowicie cały dzień następny nosić mamy nasze Ukochane, Ulubione, Naj, Naj Kapoczki! Niepotrzebne wspominać, że pomysł został przyjęty z wielkim entuzjazmem. Zostaliśmy poinformowani o godzinie rozpoczęcia ogniska, na którym odbyć się ma dalsza część Bitwy na Szanty. Rozstrzygnięcie tejże zostanie opublikowane najprawdopodobniej jutro.
 Na koniec chcielibyśmy serdecznie pozdrowić szczury lądowe siedzące obecnie w zaduchu miast, duszących się spalinami i kurzem z własnych komputerów.